piątek, 13 lutego 2015

Na co by tu ponarzekać?

            Coś dawno mnie tu nie było, a to w sumie dziwne - bo tematów, o których mogę biadolić na pewno nie ubyło, wręcz przeciwnie.

           Ferie mi się właśnie kończą - yeey będę wreszcie mógł wrócić do codziennego zakuwania po kilka godzin, jak się cieszę! Po pół roku chodzenia do liceum stwierdzam bez owijania - przepadłem. Zupełnie nie przewidywałem, że klasa policyjna tak może mnie rozłożyć na łopatki i to bynajmniej przez ćwiczenia fizyczne, czy jakiś wysiłek sportowy, jakby się to komuś mogło wydawać. Zostałem pokonany przez naukę i zbyt wysoki poziom szkoły. Mój zwyczajny tydzień wygląda następująco: zajęcia od 7.15 do 14/15, chwila spokoju, obiad i inne duperele, i muszę się iść uczyć, bo materiału jest tyle, że praktycznie codziennie ktoś robi nam niespodzianki w postaci kartkówek. I szczerze mówiąc... Nigdy nawet nie przewidywałem, że tak może wyglądać klasa policyjna. W dodatku miałem trochę czasu na myślenie i powoli dochodzę do wniosku, że marnuję tu sobie życie. W końcu co będę mieć po liceum? Maturę? To samo mógłbym mieć w technikum + miałbym jakiś zawód. A tutaj nic, nawet marnych punktów do rekrutacji w Policji. Jedyne co mi zostanie po szkole, to jakże stylowe, granatowe i o kilka rozmiarów za duże, bluzy policyjne. Tak!
Mój całkowity tok myślenia i tak zupełnie się zmienił, bo na studia zamierzam wybrać się na anglistykę. Także tego, no...
         W dodatku jeszcze ten despotyczny dyrektor, który uczy nas sztuk walk, super. Po każdej lekcji wychodzę z coraz to nowszymi siniakami, i cholera,  jeszcze jakiś czas i będę wyglądał jak chodząca śliwa. Dobra, kij, jeszcze pól roku i wakacje, można wszystko sobie przemyśleć, jednak szczerze wątpię, by rodzice pozwolili mi zmienić szkołę. W końcu tak bardzo są szczęśliwi, że postanowiłem wybrać taki przyszłościowy zawód, jakim jest praca w policji! Z wielką przykrością (cholerny kłamca) przyjdzie mi poinformowanie ich, że rzeczywistość jest zupełnie inna. No nieważne.
        Przynajmniej jedno z moich największych marzeń się spełniło - mam psa! Psa, który okazał się suką, czary-mary. W ogłoszeniu wspominano o psie, od spodu też wyglądało to na psa, ale weterynarz ostatnio nas uświadomił, że chyba coś jest nie ten tego. Matka wspominała, że jest to jakaś hybryda czegoś tam z czymś tam, ale jak dla mnie to-to-to wygląda na małego labradora. Wkurzające, piszczące nocami zwierze, które nie uspokoi się, dopóki nie weźmie się tego na ręce. I tak do rana. Ale i tak zdążyłem ją już pokochać. Cudowny z niej szczur, a wabi się Bestia. Bo to właśnie prawdziwa bestia będzie, co zamierza mierzyć 30 cm. Nic tylko uciekać w popłochu. Kiedyś myślałem nad tym, coby ją nazwać Ugryź i posprawdzać reakcje przechodniów, kiedy to wołałbym za nią. Jestem nienormalny, wiem.
       W ogóle czyta ktoś Przyczajoną Logikę?  Jeśli nie, to nic tylko żałować, serio. Pod niedawną analizą dojrzałego opka o Harrym Potterze i Voldemorcie (vel Pupusiu, jak go aŁtorka nazwała) co to na każdym kroku sprawdzali sprawność swoich odbytów, wywołała się niezła gównoburza między zwolennikami braku-logiki-i-ogólnie-wszystkiego-ale-gejowskie-seksy-zawsze-spoko i trzeźwo myślącymi ludźmi, posiadającymi sensowne argumenty. Od dawna nie miałem takiej uciechy, poważnie. Obrońcy blogaska chcieli nawet do prawników się odwoływać. "Halo, Policja? Proszę przyjechać na analizatornię, oni śmio się chichrać z tego tforu". I w tym momencie ja, jako przyszły policjant, wkraczam i zgarniam całą ekipę, która odważyła się naruszyć święte granice punktu któregoś tam z regulaminu świętej krowy aŁtorki i zanalizowały tekst bez pozwolenia. No klops, pójdziecie siedzieć. Ale serio, nie polecam czytać ludziom o słabych nerwach, takiego poziomu absurdu dawno internety nie widziały. A opko jest zwyczajnie obrzydliwe i wcale nie przesadzam. Indżojcie.
*flies away*

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz