sobota, 15 marca 2014

postaw mi drinka.

   Mój ojciec jest alkoholikiem. Jest alkoholikiem i szczerzę go nienawidzę za to co robi. Za to, że dla niego to wcale nie jest problem. To codzienność.
Czasami pytam sam siebie "dlaczego to musiałem być ja? Dlaczego?". Moje życie to jeden wielki pech, więc dlaczego nawet w domu, w miejscu, w którym teoretycznie mogę wreszcie odpocząć, nie mam spokoju? Nie mogę znaleźć chwili wytchnienia od innych problemów, nie mogę się uczyć, bo muzyka jest włączona na fulla każdego dnia (pomijając już fakt, że NIE MAM drzwi w moim "pokoju". Klatka to chyba trafniejsze określenie), nie mam nawet miejsca dla siebie. Czuję się niechciany, co codziennie jest mi wytykane, że jestem niepotrzebny.  Zapewne nie jestem jakimś wyjątkiem, wielu ludzi ma to samo, a nawet gorzej. Teoretycznie powinienem dziękować, że nie jest tak źle. Że mam dom, że jest wystarczająco pieniędzy, żebym nie chodził jak menel, że jest co jeść, że jest ten głupi internet. Ale tak się nie da. Ja nie potrafię w ten sposób. Oddałbym to wszystko, za ten cholerny spokój. Za normalną rodzinę. Ja nie potrzebuje wiele, z chęcią wymieniłbym się. Nie potrzebuje bogatej rodziny, ja chce tylko spokój, chce zrozumienie i chce czuć się chciany, wspierany, kochany. Tylko tyle.
   Niedawno zrozumiałem, że z moja psychiką jest coś naprawdę nie tak jak trzeba. Ale zapewne nie pójdę z tym do nikogo, bo mimo wszystko nie chcę robić problemów moim rodzicom. Bo po co, to niepotrzebne. Przyzwyczaiłem się do tego, że jest źle, nie chce tego jeszcze pogarszać.
Zdaję sobie sprawę, że są ludzie, którzy mają gorzej, a nawet nie narzekają, nawet nie pisną słówkiem i są zadowoleni z tego co mają. Podziwiam ich, bo ja już nie mogę wytrzymać, a wcale nie mam tak tragicznie. Po prostu jestem słabą cipą.
Męczą mnie już te codzienne libacje, kłótnie, wyzwiska, ta przemoc.
Przynajmniej teraz wiem, jakim człowiekiem nie chce być i co zrobić, by nim nie zostać.
   Najbardziej jednak jest mi żal mojej matki, po części jej współczuję, a z drugiej strony czuję wielką pogardę. Wpadła przez mojego ojca. Pamiętam, że jeszcze kilka lat temu nawet nie pomyślała by o dotknięciu papierosów czy alkoholu, teraz jednak jest tak samo żałosna jak i mój ojciec, a nawet bardziej. Tatuś mój ukochany przynajmniej potrafi się do tego przyznać, że pije (chociaż nie akceptuje tego, że jakoby jest alkoholikiem. No jakże!) i nie kryje się z tym, co moja matka nie potrafi zrobić. Ona udaje, że wszystko jest okej, jak w najlepszym porządku. To, że sobie popija, kryjąc szklankę z wódką pod krzesłem, to nic, przecież tego się nie da zauważyć! No a jak! Zresztą, na każde tego wspomnienie jest od razu krzyk i kłótnia - "nie interesuj się gówniarzu, zarabiam na ciebie i na ten dom. Jestem dorosła, mogę robić co chcę. Ciesz się z tego co masz!". Tak, rozumiem to i jestem wdzięczny. Potrafię to docenić. Ale to nie znaczy, że nie będę się przejmować, tym jak niszczy siebie, a potem, jak wytrzeźwieje, udaje, że wszystko jest okej. Nie jest, do cholery, okej. Nie było i nie będzie.
   Czasem wyobrażam sobie, że są to dwie zupełnie różne osoby. Kiedy jest trzeźwa i kiedy pijana, wtedy zachowuje się w zupełnie inny sposób, to aż dziwne. Akceptuje tylko tę pierwszą wersję. Pomaga mi to w pewien sposób, chociaż może się to wydawać dziwne.
   Niestety nie jestem silny na tyle, by sobie z tym poradzić, jestem wiecznym, "praktykującym pesymistą", mam słabą wolę i zero samozaparcia. To naprawdę męczące, od dawna staram się zrobić cokolwiek, żeby się zmienić, ale nie potrafię.
   Nie potrafię się zmienić, nie potrafię być silny.

2 komentarze:

  1. rozumiem cię i współczuję.. mam podobną sytuację w domu więc wiem co czujesz. wiem jak jest ;/
    nie poddawaj sie jednak bo wszystko sie ulozy. przeciez zycie nie moze rzucac tylko klod pod nogi prawda? musi byc jakies swiatelko w tunelu. nie poddawaj sie, walcz :(

    OdpowiedzUsuń
  2. Powiem Ci szczerze, że wkurza mnie ten szablon. Na początku nie wiedziałam, jak ten tekst przewinąć. Ale to tylko wtrącenie, przejdźmy do postu.

    Chyba nikt nie rodzi się w idealnej rodzinie, prawda? ;) Dużo rodzin mieszka tak, jak Ty, i mają identyczną sytuację w rodzinie. Bo chyba Cię nie biją ani nic, prawda? Jeżeli nie, to naprawdę nie masz aż tak źle.
    A co do psychiki... Nie zrobisz problemu rodzicom. Najlepiej idź do jakiegoś psychologa, bo później będzie gorzej, co?
    Noale co ja mogę wiedzieć, jestem tylko dziewczyną z całkiem inną rodziną, jak Twoja.

    No cóż, trzymaj się. ;) Nie zadręczaj się.

    OdpowiedzUsuń